Założyłem swój pierwszy e-sklep dziesięć lat temu. Sprzedawałem ręcznie robione breloczki. Miałem piękne zdjęcia, skomplikowany opis materiałów, dziesięć różnych kategorii. I miałem klientów, którzy w połowie procesu zakupu po prostu znikały. Przez lata myślałem, że to kwestia ceny, czy może oferty. A potem, po setce rozmów i analizie danych, zrozumiałem jedną prostą rzecz: ludzie nie chcą się uczyć, jak robić zakupy w moim sklepie. Chcą po prostu kupić.
To doświadczenie zmieniło moje podejście do projektowania każdej kolejnej witryny. Szukając inspiracji, jak upraszczać, trafiłem na stronę No, ale jak to! witryna. To nie jest typowy sklep, a raczej kopalnia pomysłów na to, jak prezentować produkt w sposób natychmiast zrozumiały. Nie chodzi o modny design, ale o funkcjonalność, która przekłada się na decyzję.
Wiele firm, zwłaszcza małych, popełnia ten sam błąd: chce pokazać, ile pracy włożyło w produkt. Więc zasypuje klienta informacjami, opcjami, galeriami. Tymczasem klient przed ekranem często jest zmęczony, rozkojarzony, ma pięć innych kart otwartych w przeglądarce. Jego uwaga jest jak piłeczka pingpongowa. Jeśli w ciągu kilkunastu sekund nie zrozumie, co sprzedajesz i jak to kupić, odbije się i poleci dalej.
Liczy się pierwsze 800 pikseli
Przeglądarka na standardowym laptopie pokazuje, bez przewijania, około 800 pikseli wysokości. To cały twój świat. Co w nim musi być? Nazwa produktu, jedno, maksymalnie dwa świetne zdjęcia, cena i przycisk „dodaj do koszyka“. Wszystko inne jest na drugim planie. Analizując dziesiątki sklepów widziałem, jak firmy chowają cenę, wymagając przewinięcia, albo umieszczają przycisk zakupu obok pięciu innych, podobnych przycisków. To są bariery, które sami sobie stawiamy.
Zapomnij o slajderze i animacjach
Duży, automatycznie przełączający się slajder na górze strony był kiedyś synonimem nowoczesności. Dziś badania pokazują, że większość użytkowników ignoruje go kompletnie, a spowalnia on ładowanie strony. Te samo dotyczy skomplikowanych animacji, które rozpraszają. Klikałem kiedyś przycisk, który najpierw się obracał, potem zmieniał kolor, a na końcu dopiero wykonywał akcję. Straciłem na to dwa cenne dni programowania. Nikt tego nie docenił. Za to kilku klientów napisało, że strona „działa szybko“. To była jedyna pochwała, jakiej potrzebowałem.
Język musi być zrozumiały dla twojej mamy
Piszesz opisy produktów? Świetnie. Przeczytaj je na głos. Jeśli brzmią jak fragment katalogu technicznego albo artykułu naukowego, przepisz je. Używaj krótkich zdań. Konkretów. Zamiast „funkcjonalność optymalizująca proces“ napisz „oszczędza czas“. Zamiast „estetycznie dopracowane detale“ napisz „gładkie krawędzie, przyjemne w dotyku“. Twoja mama powinna wiedzieć, co kupuje, bez zadawania pytań.
Koszyk to nie miejsce na negocjacje
Proces finalizacji zakupu to najdelikatniejszy moment. Wprowadziłem kiedyś w koszyku pole „kod rabatowy“ obok przycisku „kupuję“. W ciągu miesiąca 30% osób, które dodały produkt do koszyka, opuszczało go właśnie na tym etapie. Wchodziły w tryb poszukiwania kodu, którego nie miały. Przeniosłem to pole na stronę przed koszykiem, na osobny etap. Współczynnik porzuceń koszyka spadł o połowę. Nie komplikuj drogi do celu.
Testuj na prawdziwych ludziach, nie na sobie
Spędzasz nad swoją stroną setki godzin. Znasz ją na pamięć. To czyni cię najgorszym testerem. Poproś sąsiadkę, znajomego z innej branży, żeby kupili u ciebie konkretny produkt. Nagraj ekran (za ich zgodą) i obserwuj. Gdzie się zawieszają? Co klikają? Nad czym się zastanawiają? Te obserwacje są warte więcej niż wszystkie poradniki w internecie. Zrobiłem to i dowiedziałem się, że ikonka mojego koszyka wyglądała dla niektórych jak teczka. Zmiana ikonki dała 5% wzrost konwersji.
Prędkość ładowania to nie techniczny drobiazg
Google mówi jasno: strona powinna ładować się w ciągu 3 sekund. Każda sekunda opóźnienia obniża szansę na konwersję. Sprawdź swoją witrynę. Ogromne, nieoptymalizowane zdjęcia są najczęstszym winowajcą. Plik zdjęcia o wadze 3 MB to nie profesjonalizm, to marnowanie danych i cierpliwości klienta. Kompresuj grafikę. Rezygnuj z niepotrzebnych wtyczek. W moim przypadku skrócenie czasu ładowania z 4,5 do 2,8 sekundy zwiększyło sprzedaż mobilną o 15% w ciągu kwartału.
Mobile-first to nie slogan, to rzeczywistość
Ponad 60% ruchu w moim sklepie pochodzi z telefonów. Projektuję teraz każdą stronę najpierw na małym ekranie, potem dostosowuję do komputera. Na telefonie przyciski muszą być na tyle duże, by trafić w nie palcem. Odstępy odpowiednie. Formularze maksymalnie proste. Tekst czytelny bez powiększania. Jeśli twoja strona na smartfonie wymaga przesuwania na boki albo zbyt wiele kliknięć, tracisz większość rynku.
Prostota nie jest brakiem pomysłu. To celowe działanie, które wymaga więcej myślenia i testów niż dodawanie kolejnych elementów. To usuwanie wszystkiego, co nie jest absolutnie konieczne, by klient mógł szybko podjąć decyzję i wrócić do swojego życia. Skup się na tym, a Twoja witryna przestanie być przeszkodą, a stanie się narzędziem, które po cichu i skutecznie wykonuje swoją robotę.
- Sprawdź, czy cena i przycisk zakupu są widoczne bez przewijania.
- Usuń automatyczne slajdery i skomplikowane animacje.
- Przepisz opisy na język mówiony, nie reklamowy.
- Uprość proces zakupu do minimum kroków.
- Zoptymalizuj zdjęcia pod kątem wagi pliku.